piątek, 31 sierpnia 2012

Światowy Dzień Bloga

Podobnie, jak w zeszłym roku, z okazji Światowego Dnia Bloga polecam pięć stron poświęconych zagadnieniom innym, niż Skandynawia:

Tak Złe, że aż Dobre tytuł mówi sam za siebie. Perełki bezguścia, które jednak mają w sobie to coś.

Ruda kontra świat polskie spojrzenie na Gruzję. Od środka.

Bibianstyle  genialne koszulki od rysunek po modela.

Rosyjski metal dla miłośników nieco cięższego grania zza Buga.

Mutant Sounds z cyklu muzyka, której prawie nikt nie zna.

Udanej lektury!


czwartek, 30 sierpnia 2012

Eric Saade

Zaledwie przed kilkoma dniami zakończył się festiwal w Sopocie. Bursztynowy słowik powędrował w ręce szwedzkiego bożyszcza nastolatek (i nie tylko) Erica Saade. Dziś popowo.












Jak widać, sopocki laureat jest wieku młodego urodził się zaledwie w 1990 roku nieopodal miasta Helsingborg na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Podobnie, jak inni prezentowani artyści (przykładem niech służą Laleh tudzież Loreen), Eric ma korzenie niecałkowicie północne: ojciec jest Palestyńczykiem urodzonym w Libanie, a matka Szwedką.

Młodzieniec szybko ukazał się światu już w wieku siedemnastu lat został członkiem powstałego w wyniku castingu boysbandu What’s Up. Pierwszy singiel chłopców nosi tytuł Go girl!:



A drugi, wydany rok później If I Told You Once:



Ponadto, wespół z Vendelą Palmgren, zespół nagrał również ścieżkę dźwiękową do szwedzkiej wersji filmu Camp Rock:



Eric wyczuł, że odstaje poziomem od reszty grupy i postanowił pracować na własny rachunek. Wraz z byłym managerem zespołu Tomasem Lingmanem rozpoczął karierę solową.

Pierwszy firmowany nazwiskiem album nosił tytuł Masquerade i zawędrował na drugie miejsce szwedzkiej listy przebojów. Znalazły się na nim chociażby poniższe utwory:






Dwie ostatnie kompozycje, których teledyski przypominają prawie że film kostiumowy, uzasadniają przynajmniej nazwę albumu.

Rok 2010 to występ w tak, tak szwedzkich eliminacjach do konkursu Eurowizji (trudno chyba o lepszy wyznacznik popularności zamorskich gwiazd i gwiazdeczek na rodzimym rynku) z poniższą piosenką:


  
Melodia przyniosła Ericowi trzecie miejsce. Widocznie wynik nie zaspokoił ambicji artysty, ponieważ rok później Saade znów startuje w szwedzkich eliminacjach z takim oto dziełem:



Rezultat: pierwsze miejsce. A w ogólnoeuropejskim finale brąz.

W przysłowiowym międzyczasie Saade nagrał dwa albumy studyjne: Saade vol. 1. oraz Saade vol. 2. Oto próbka twórczości z najnowszego okresu twórczości artysty:





Teledyski zrealizowane zdecydowanie wysokobudżetowo. A jakość muzyki? To chyba kwestia trzeciorzędna.

Na fali sukcesu Eric został zaproszony do Sopotu, gdzie z rąk prezydenta Jacka Karnowskiego otrzymał rzeczonego Bursztynowego Słowika:















I nie ma się co zżymać, że głos mały i z nijaką barwą, a treści banalne. Lepiej zajrzeć na oficjalną stronę artysty oraz zostać członkiem polskiego fan clubu.

środa, 4 lipca 2012

Wrzeszczący Finowie

Część z PT Czytelników pamięta zapewne pochodzący z 2003 roku film fińskiego reżysera Miki Ronkainena pokazywany w Polsce pt. Wrzeszczący faceci. Dziś poniekąd z okazji rozpoczęcia się w Gdyni bodaj największego polskiego festiwalu muzycznego co nieco o północnoskandynawskim szaleństwie i zacięciu.

W 1987 roku niejaki Petri Sirviö podczas upojnego wieczoru w barze podjął decyzję o założeniu męskiego zespołu wokalnego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ów swoiście rozumiany chór miał zajmować się wcale nie śpiewem, lecz... wrzaskiem. W położonym pośrodku Finlandii mieście Oulu powstał zatem jedyny w swoim rodzaju ansambl, który dzięki zdecydowanie nieprzeciętnemu stopniowi odchylenia od normalności stał się już żywą legendą.

Od pomysłu już tylko krok do zebrania grupy dwudziestu śmiałków oraz rozpoczęcia wystepów. Dziś zespół Mieskuoro Huutajat liczy sobie trzydziestu członków i stał się już nie tylko bohaterem wspomnianego filmu dokumentalnego, lecz także jednym ze sztandarowych produktów eksportowych Finlandii (może na skale nieco mniejszą, niż Nokia i Muminki, lecz mimo to rozpoznawalnym).

Kolektyw wokalny słynie m. in. z obowiązkowego wykonywania podczas koncertów zagranicznych hymnów goszczącego kraju. Gwoli ścisłości dodajmy, iż nie zawsze spotyka się to z aprobatą miejscowych... Oto kilka co bardziej spektakularnych próbek chóralnych hymnów:

prezentowany już szwedzki:



śp. radziecki:



francuski (którego wykonanie było nieomal oprotestowane przez urzędników znad Sekwany):



amerykański:



Skoro był hymn USA, to powinien być i wstęp do tamtejszej konstytucji (niech pikanterii doda miejsce wykonania: nowojorskie MoMA):



W tymże kraju zdarzało im się również przeprowadzać rozmaite performance:



Tu Finowie komunikują nam, że są dobrzy:



A tu fińska wersja Nad pięknym, modrym Dunajem:



Nie omieszkali również wykrzyczeć własnej wersji Waterloo Abby podczas jubileuszu półwiecza konkursu Eurowizji:



A na ziemi rosyjskiej śpiewają słynny radziecki evergreen popowy Пусть всегда будет солнце (Zawsze niech będzie słońce):



Petri Sirviö nie jest bynajmniej mizoginem, gdyż niedawno został dyrygentem... żeńskiego chóru krzyczących wokalistek pod nazwą Rooparit (Wrzeszczące). Panie stanęły dokładnie na fińsko-szwedzkiej granicy i wykrzyczały piosenkę Hooked on a feeling (tak, tę ze słynnym fragmentem uga-czaka-uga-uga). niestety, nie udało mi się dotrzeć do żadnych zapisów dźwiękowych wydarzenia, a jedynie do zdjęć:

 













I niech ktoś mi powie, że Skandynawia jest nudna...

PS. Dla chętnych: oficjalna strona oraz profil na Facebooku.

niedziela, 27 maja 2012

Loreen z Maroka

Wczorajszy dzień przejdzie do historii szwedzkiej muzyki popularnej: w finale tegorocznego konkursu Eurowizji w Baku po raz piąty w historii Szwecja zajęła pierwsze miejsce. Oznacza to, że przyszłoroczny finał Eurowizji odbędzie się właśnie u naszych zamorskich sąsiadów.

W Polsce ten festiwal piosenki nie podnosi szczególnie temperatury życia codziennego. Jednakże Szwedzi (jak to już było opisane) masowo gromadzą się przed telewizorami i śledzą zmagania swych faworytów.

Bohaterka z Azerbejdżanu znana jest jako Loreen. 













Właściwe imię piosenkarki to Lorine Zineb Noka Talhaoui. Artystka o marokańsko-berberyjskich korzeniach urodziła się w Sztokholmie w 1983 roku. Tuż potem rodzina wyprowadziła się do miasta Västerås (z którym związany był m. in. ubiegłoroczny literacki noblista Tomas Tranströmer), gdzie Loreen spędziła większość swego życia.

Na uwagę zasługuje fakt, iż piosenkarka nie nagrała jeszcze... żadnej płyty! Do tej pory jej dyskografia składa się wyłącznie z singli. Debiutancki (o ile jeszcze będzie można tak powiedzieć) krążek długogrający zapowiadany jest dopiero na wrzesień tego roku.

Pierwsze publiczne wystąpienia artystki miały miejsce w szwedzkim Idolu w 2004 roku. Oto próbka wokalnych możliwości piosenkarki z tamtego okresu:








Piosenkarka zajęła w konkursie miejsce czwarte (określane czasami mianem najgorszego, bo tuż pod podium). Wkrótce potem razem z formacją Rob N’Raz Loreen nagrała singiel Snake:



Singiel nie zawojował szwedzkiej sceny muzycznej i artystka wycofała się z blasku fleszy. Powrót w światło jupiterów nastąpił dopiero w 2011 roku. Loreen próbowała swoich sił w ubiegłorocznych szwedzkich eliminacjach do konkursu Eurowizji z poniższą piosenką:



Widoczny powyżej image sceniczny jest, na marginesie, częściowo dziełem szwedzkiej projektantki polskiego pochodzenia, Bei Szenfeld. Utwór My heart is refusing me nie przyniósł wprawdzie zwycięstwa w konkursie, lecz trafił pod szwedzkie strzechy i przez 19 tygodni nie schodził z list przebojów. Kto wie, może w eliminacjach do Eurowizji lepiej by poszło, gdyby artystka postawiła na wersję akustyczną tego kawałka:



Na fali sukcesu światło dzienne ujrzał kolejny singiel artystki:



Powyższy utwór nie zagrzał tym razem miejsca na liście przebojów spadł po pięciu tygodniach. Ponownie pojawia się wątpliwość, czy postawienie na wersję akustyczną dałoby więcej? Oto materiał badawczy:



I, wreszcie, wczorajszy triumf w Baku:



Zadziwia mnie, że artystka z tak niewielkim dorobkiem osiągnęła tak wiele. We współczesnym świecie jest to możliwe chyba tylko w Szwecji:)

PS. Drugie miejsce zajął czarny koń festiwalu rosyjskie Buranowskie Babuszki, które w Azerbejdżanie domagały się Party for everybody:



Setka

Jak ten czas leci - poprzedni wpis o chrzcie panny Estelle był setnym artykułem na blogu.

Z tej okazji piosenka o tym, że czas przemija, w wykonaniu szwedzkiego zespołu punkowo-rockowego Dag Vag.



piątek, 18 maja 2012

Skandynawia jest kobietą

W najbliższą niedzielę, 20-go maja, o godz. 17.00 będę miał przyjemność prelegować w gościnnych progach klubu Tea-tralna w gdyńskim Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza. Wystąpienie będzie próbą odpowiedzi na pytanie, czy Skandynawia jest rajem na ziemi”.

Szczegóły wydarzenia tutaj oraz tutaj.

Zapraszam gorąco!

wtorek, 15 maja 2012

My kontra świat

Ledwo człowiek wyjedzie z kraju, a tu okazuje się, że naród wybrał oficjalną piosenkę na mistrzostwa Europy, które są, jakżeby inaczej, spoko.

Szwedzi nie gorsi również i nasi zamorscy sąsiedzi wskazali utwór mający zagrzewać piłkarzy do gry, a kibiców do nieszczędzenia gardeł. Kompozycja nagrana została przez zespół Neverstore jedną z bardziej popularnych poprockowo-punkowych grup w Szwecji.

Rzeczone dzieło nosi tytuł Vi mot världen (My kontra swiat). Oto ono:



Na marginesie: kronikarska rzetelność nie pozwala mi pominąć milczeniem faktu, iż utwory pod tym tytułem już się pojawiały na szwedzkiej scenie muzycznej (przykład 1, przykład 2, przykład 3).

Niewątpliwie powyższa piosenka jest bardziej konwencjonalna, niż przyśpiewka kolektywu Jarzębina z Kocudzy. Ciekawe, swoją drogą, czy ktoś kiedyś pokusił się o poszukanie relacji pomiędzy poziomem oficjalnej” piosenki na turniej sportowy a końcowym wynikiem zagrzewanej drużyny...

 

czwartek, 3 maja 2012

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Szwed a’la Sienkiewicz

Swego czasu pisałem o sienkiewiczowskiej hipotezie, dotyczącej pochodzenia zwrotu szwedzki stół w polszczyźnie.

Dziś również w duchu autora Potopu, i to dosłowne: jedyny w swoim rodzaju Bronisław Maj, na benefisie bodaj najbardziej zasłużonego propagatora polskiej kultury w Szwecji, tłumacza Andersa Bodegårda, zaprezentował kilka wycinków z Trylogii (pisanych przypomnę ku pokrzepieniu serc). Oto portret Szweda okiem Sienkiewicza:



Mam nadzieję, iż powyższy występ wprawi Was w dobry nastrój:)

 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Muzyka na wiosnę (i nie tylko...) – cz. 3.

Właśnie we wspomnianym 2011 roku Laleh uczestniczyła w programie Så mycket bättre. Program jest swego rodzaju muzycznym Big Brotherem (choć na wyższym poziomie): uczestnikami są znani muzycy, których producent zamyka w odosobnieniu na osiem dni w domu wśród malowniczych pejzaży Gotlandii. Każdy artysta ma swój” dzień, kiedy to reszta towarzystwa wykonuje tylko jego utwory. Na marginesie idea programu jest tzw. formatem telewizyjnym, który szwedzki kanał TV4 zakupił z Holandii.

We wszelakich programach typu reality show znajduje się zawsze postać szczególnie uwielbiana przez publikę. Jak łatwo można się domyślić, to właśnie bohaterka niniejszych wpisów oczarowała widzów. Bodaj najbardziej brawurowym występem artystki było wykonanie utworu Tomasa Ledina Just nu vill jag leva (który zresztą reprezentował w 1980 roku Szwecję na wspominanym już festiwalu Eurowizji). Wpierw oryginał:



A teraz - piosenka a’la Laleh:




Wreszcie, dwa miesiące temu, dokładnie 25 lutego br., światło dzienne ujrzał najnowszy album artystki pt. Sjung (Śpiewaj). Rozpocznijmy, dla odmiany, od utworów anglojęzycznych:

Samuel by Laleh on Grooveshark

Better life by Laleh on Grooveshark

In the comet by Laleh on Grooveshark

Tytułowa kompozycja albumu jest poetyckim wezwaniem do przyrody, by ta śpiewała o wszystkim, co widziała:

Sjung by Laleh on Grooveshark

Na płycie można też znaleźć takie oto wyznanie pokrewieństwa dusz:

Du följer med mig by Laleh on Grooveshark

Z kolei w jednej ze szwedzkiej kompozycji pt. Vårens första dag (Pierwszy dzień wiosny) znaleźć można wyraz euforii z powodu nastania cieplejszej pogody po zimie:

Vårens första dag by Laleh on Grooveshark

I tego Wam wszystkim życzę!


PS: W charakterze bonusu za wytrwałość kilka teledysków Laleh. Miłego oglądania!