Wczoraj
po raz pierwszy tej zimy do Gdyni zawitał śnieg, a dziś ciągle prószy. W
związku z tak wyczekiwanym (przynajmniej przez niektórych) faktem
pogodowym – oto na rozgrzanie kolejna porcja zamorskiej muzyki, i to ponownie w wykonaniu kobiecym.
Dziś – Eva Dahlgren.
Swoją karierę w przemyśle muzycznym Eva rozpoczęła w 1978 roku, wydając w wieku ledwie 18 lat swą debiutancką płytę Finns det nån som bryr sej om (dosł. Czy jest ktoś, komu zależy).
Znalazło się na niej kilka wartych prezentacji utworów, jak np. ten,
opowiadający o rozstaniach i powrotach oraz o takim rodzaju związku,
który użytkownicy Facebooka mogą określić jako „To skomplikowane”:
Albo też ten, również traktujący o nie do końca prostych relacjach między zakochanymi:
I
tak się rozpoczęło. Już rok po debiucie pani Dahlgren zajęła trzecie
miejsce w szwedzkich eliminacjach do konkursu Eurowizji. Nie należy
jednakże przenosić polskich przyzwyczajeń na szwedzki grunt – u naszych
zamorskich sąsiadów Melodifestivalen (taką
nazwę noszą eliminacje) to prawdziwy fenomen i najliczniej oglądany
program w całej szwedzkiej telewizji! A zatem nawet ostatnie miejsce na
eurowizyjnym podium to prawdziwe wyróżnienie, zwłaszcza dla tak młodego wykonawcy.
Druga płyta artystki, nazwana lakonicznie Eva Dahlgren, nagrana została już przez piosenkarkę o statusie gwiazdy. Oto dwa utwory, ponownie poruszające zagadnienie niełatwych stosunków międzyludzkich (widocznie coś musiało być na rzeczy...):
Jak
na porządnego artystę przystało, Dahlgren nie stroniła też w tekstach
od komentowania otaczającej ją rzeczywistości. Na trzeciej płycie, För väntan
z 1981 roku, znalazł się poniższy utwór, będący protestem przeciw
zjawisku powszechnej pornografii (uwaga – zmiana stylistyki!):
Lecz, oczywiście, tekstów o tej prawdziwej miłości też nie mogło zabraknąć. Oto kilka podejmujących to zagadnienie utworów z lat 80-tych:
Jednakże tekst o uczuciu niekoniecznie musi być podany wprost. Poniżej –Guldgrävarsång (Pieśń poszukiwaczy złota), będący porównaniem podążania za sercem do zdobywania owego cennego kruszcu:
Cztery godziny temu ruszył coroczny konkurs na najlepszy blog ubiegłego roku. Niżej podpisany startuje w kategorii „Moje zainteresowania i pasje”. Jeśli uważacie, że warto, to bez wyrzutów sumienia możecie wysłać sms za 1 zł 23 gr jako poparcie propagowania treści skandynawskich na niniejszych łamach. Koniec pierwszej części konkursu – za tydzień.
Treść smsa to H00824, zaś numer do wysłania to 7122.
Brytyjski poeta i lord w jednym, Alfred Tennysson (powyżej), nie jest postacią znaną szerszemu gronu czytelników spoza wysp brytyjskich. Podejrzewam, że i Szwedzi nie kojarzą za bardzo tego poety angielskiego postwiktorianizmu. Jednakże jeśli wypowiedzieć słowa szwedzkiego tłumaczenia jednego z wierszy twórcy, to w głowach poddanych Karola XVI Gustawa niezwłocznie otwiera się właściwa szufladka i przed oczyma stają wspomnienia wielu sylwestrowych imprez.
A wszystko to dlatego, iż wspomniany w tytule niniejszego wpisu wiersz (którego angielski oryginał poczytać można chociażby o tu) został przetłumaczony na szwedzki i w 1895 roku o północy 31 grudnia publicznie wyrecytowany w sztokholmskim Skansenie przez jednego z czołowych ówczesnych szwedzkich aktorów, Nicklasa Bergendahla. Tak narodziła się „nowa świecka tradycja” czytania w ostatni dzień roku tuż przed 24.00 wiersza nazywającego się w języku naszych zamorskich sąsiadów Nyårsklockan (Noworoczny dzwon).
Na przestrzeni dziejów szereg głosów miał zaszczyt deklamować wiersz – zarówno na żywo w Skansenie, jak i od 1928-go roku na antenie radia. A głosy, które stały się nieodłączną częścią szwedzkiej kultury, należały do następujących osób:
Anders de Wahl (do 1955 roku, przy czym przez ostatnie 10 lat głos aktora był, z powodu śmierci jego właściciela, odtwarzany w radiu z taśmy)
Georg Rydeberg (1977-1982)
Jarl Kulle (1983-1996)
Margaretha Krook (1997-2001)
I wreszcie Jan Malmsjö (nieprzerwanie od 2001 roku; poniżej – nagranie sprzed raptem kilku dni)
Na koniec – ciekawostka. Szwedzcy puryści językowi w pierwszych dniach stycznia nie życzą sobie „gott nytt år”, czyli „szczęśliwego nowego roku”. Właściwym pozdrowieniem w owym czasie jest „god fortsättning”, czyli... „dobrego ciągu dalszego”.
Za tydzień Boże Narodzenie, a śniegu w Polsce jak na lekarstwo. W Szwecji zresztą podobnie – tylko na dalekiej północy biały puch zaległ na ziemi. Reszta kraju nie została jeszcze przykryta pierzyną płatków.
Mieszkając w naszej części świata, ciężko chyba mieć do śniegu stosunek obojętny – albo się go kocha, albo nienawidzi. Jest to kolejna rzecz łącząca Polaków ze Szwedami – tam też zimowe opady wzbudzają kontrowersje.
Jako dowód szwedzkiego dwojakiego podejścia do śniegu niech posłuży Facebook: szwedzkich grup i fanpage’ów o nazwie „Kochamy śnieg” jest... ponad 160 (sic!) z łączną liczbą „lubiących to” ok. sześciu i pół tysiąca. Dla równowagi, podobnych stron o treści „Nienawidzimy śniegu” jest... tyle samo, choć mają one o jedną trzecią fanów mniej.
Wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że w niektórych przypadkach śnieg jest jak najbardziej pożądany. Jeden z wiodących niemieckich operatorów turystyki, Dertour, co roku organizuje konferencję dla swych najlepszych sprzedawców. W tym roku impreza miała miejsce w szwedzkiej Kirunie – hen za kołem podbiegunowym (nie aż tak daleko od hotelu lodowego). Lokalni przedsiębiorcy wiązali z przyjazdem sześciuset niemieckich sprzedawców wycieczek ogromne nadzieje. Możemy tylko wyobrazić sobie ich nerwy, gdy jeszcze nad ranem w dniu spodziewanego przylotu dwóch samolotów czarterowych gleba była zupełnie czarna... Jak zatem reklamować Kirunę jako zimowy raj? Jednakże, jak zauważyły media, „Niemieccy sprzedawcy wycieczek i śnieg jednocześnie wylądowali w Kirunie” – czarny scenariusz się zatem nie ziścił.
Jednakowoż, śnieg niejedno ma imię. Szwecja jawi się reszcie świata jako kraj ustatkowany, cywilizowany, przewidywalny itp. Cóż, żywioły niejednokrotnie już pokazały Szwedom, gdzie raki, nomen omen, zimują. Co roku w okresie od listopada do marca poddani Karola XVI Gustawa regularnie doświadczają chaosu na kolei. W Polsce przyzwyczailiśmy się do zaskoczonych drogowców, a Szwedzi nie chcą za bardzo przywyknąć do zaskoczonych kolejarzy. Zarazem przewoźnicy drogowi bez ogródek wykorzystują słabość swej szynowej konkurencji: jedno z największych szwedzkich przedsiębiorstw autobusowych, Swebus, niedawno opublikowało grę „Swebus Jackpot”, polegającą na obstawianiu... które pociągi będą najbardziej opóźnione 22 grudnia:) Marketingowo – genialne!
I, oczywiście, o śniegu też się w Szwecji śpiewa. I nie mówię tu o szwedzkich odpowiednikach polskich kolęd – to temat na oddzielny wpis. Przykładowo 29-letnia piosenkarka pochodzenia irańskiego, Laleh, śpiewa tak:
Powyższy utwór umieszczony został na ścieżce dźwiękowej filmu znanego u nas jako Templariusze : miłość i krew (o następstwach emisji którego też wypadałoby kiedyś napisać... Ech, tyle zagadnień do poruszenia).
Temat śniegu podjęła również Eva Dahlgren, szwedzka gwiazda pop (choć poniższa piosenka stricte popowa nie jest):